Łączna liczba wyświetleń

piątek, 27 września 2013

9. Zachcianki, macanki, szarpanki


* Perspektywa Sandry

Wiedziałam, że przegrali niedzielny mecz nie tylko dlatego, że znałam wynik meczu. Gdy przyjechaliśmy na ranczo, by pomóc w półkolonii ich twarze nie były radosne. Wymuszone uśmiechy, zamyślone oczy. 
Trudno mi było patrzeć, że się zasmucają, więc gdy wyszłyśmy z samochodu podeszłam do Przemka i pocałowałam go w policzek. A niech ma i się cieszy ! 
Poskutkowało.
- Spóźniłyście się. - powiedział Piotrek.
Jego oczy również się śmiały. Chyba Celina samą swoją obecnością daje mu powody do uśmiechu. 
- Nie byłoby tak, gdyby Sandra się nie grzebała. - wyjaśniła Cela. 
- Nie grzebałabym się, gdybym wiedziała, gdzie zostawiłam kurtkę. Chyba została na trybunach, bo nie pamiętam, żebym potem ją jeszcze miała. 
Nagle usłyszeliśmy krzyk ojca chłopców.
- O i przyszły nasze zguby! Cieszę się, że dotarłyście. Ale teraz proszę o ciszę. 
Wnet się zamknęliśmy. 
Rozejrzałam się dookoła.
Przed panem Pawlickim stało szesnaście dzieciaków. Połowa chłopców, połowa dziewczynek. Byli ubrani w ciuchy do jazdy konnej. 
Na pastwisku pasło się dziesięć koni różnej maści. Były piękne. 
- To jest plan naszej półkolonii. - pan Piotr, bo tak miał na imię ich tata, zaczął rozdawać kartki -I zawsze może się zmienić, jeśli macie pomysły, które możemy zrealizować. Tak jak już wcześniej mówiłem śpimy w namiotach, a cisza nocna będzie o dwudziestej trzeciej. Jeśli nie ma pytań, to proszę teraz zapoznać się z planem. 
Spojrzałam na kartkę, którą wciśnięto mi w ręce:

22.07 (poniedziałek)

11:00 - zbiórka przed stajnią, zebranie organizacyjne. 
11:30 - rozkładanie namiotów 
12:15 - dziewczyny : jazda konna (Dajana), chłopcy - zajęcia z Przemkiem i Piotrkiem(crossy)
14:30 - obiad 
16:30 - gry sportowe 
18:30 - kolacja
19:00 - dyskoteka 
23:00 - cisza nocna

23.07 (wtorek)

9:00 - śniadanie
10:00 - jazda konna: wszyscy (Dajana, Przemek, Piotr)
13: 30 - obiad
16:30 - marszobieg (chłopcy na dziewczyny)
19:00 - ognisko 
21:30 - podchody (chłopcy na dziewczyny)
23:00 - cisza nocna

24.07 (środa)

9:00 - śniadanie
10:00 - jazda konna: wszyscy (Dajana, Przemek, Piotr)
13:30 - obiad
14:15 - pożegnanie, powrót do domu

- To macie pełne ręce roboty. - zauważyła blondynka.
- Niby tak, ale zawsze z tego wychodzi dobra zabawa. Zresztą, jeśli nam pomożecie będzie sprawniej. 
Popatrzyłyśmy na siebie z Celiną.
- Nie ma mowy, żebym miała się męczyć z końmi! - zaprotestowała.
- W takim razie pomożecie nam w crossach, podchodach, marszobiegu i grach sportowych... - wtrącił pan Pawlicki.
- Już to widzę...
- Spać będziecie w domu, nie będziecie się musiały bezsensownie gnieździć w namiocie.
- Coś mi się wydaje, proszę pana, że nie możemy z Celą zostać. A poza tym nie chcemy nadużywać waszej gościnności...
- To już ustalone. Teraz idę pomóc dzieciakom się rozłożyć. Do zobaczenia !
- Czy kiedykolwiek wasz ojciec nie postawił na swoim ? 
Pokiwali przecząco głową i się roześmiali. 
- Chodźcie dziewczyny, pokaże wam wasze pokoje. - powiedział Przemek ruszając w stronę domu. 
- Pójdę z wami. - udzielił się Piotrek.
- Nie, idź pomóc tacie z tą bandą dzieciaków. 
- Ale przecież muszę odprowadzić swoją dziewczynę, jakby to wyglądało w oczach taty. - poruszył charakterystycznie brwiami, na co Cela zareagowała instynktownie i walnęła go z otwartej ręki w plecy. 
Jęknął.
- Myślę, że Twoja "DZIEWCZYNA" da sobie radę. 
Zostawiliśmy go samego krzywiącego się z bólu. 
Ależ oni lubią się denerwować. 

***

Byłam w ich domu rodzinnym tylko raz. Wtedy, gdy Celina spadła z konia. Biegłam tak szybko, że nie zdążyłam się po nim rozejrzeć. 
Teraz miałam na to czas. 
Kuchnia była utrzymana w kolorach czerwieni i biali. Salon za to w brązach i beżach.Można było wyczuć domową atmosferę. 
Wszędzie były porozwieszane zdjęcia. Chłopcy na crossach, na motocyklach żużlowych, na koniach. Pełno portretów Dajany. 
Dom był przepiękny. 
Weszliśmy na piętro. Poprowadził nas na koniec korytarza i otworzył przedostatnie drzwi po lewej. 
- To będzie Twój pokój, Cela. 
Był zielony, a na środku niego stało wielkie łóżko, na którym leżała narzutka takiego samego koloru co ściany. 
- A tu jest Twój pokój. - otworzył dębowe drzwi naprzeciwko  tymczasowego pokoju niebieskookiej. 
Był utrzymany w tej samej kolorystyce. 
Podobne łóżko, narzutka. 
Ale balkon miałam tylko ja. 
- I tak myślę, że to zły pomysł. Piotrek z Celą się pozabijają. Co innego gdzieś się spotkać. Ale mieszkać pod jednym dachem ? Nawet przez chwilę? To będzie rzeź.
- Cholerna racja. - mruknął - Ale coś czuje, że tata wam nie odpuści. Szczególnie Celinie, bo uważa, że jest dziewczyną Pita. O siedemnastej mamy trening. Jeśli dasz mi klucze to podjechałbym do Ciebie po jakieś rzeczy. Przy okazji wziąłbym coś dla Celi.
- Świetny pomysł. A teraz chodźmy pomóc.

* Perspektywa Celiny

Jeśli ktoś myśli, że będę pomagać temu debilowi to jest w błędzie. 
Stałyśmy z Sandrą niedaleko obserwując ich rozmowę z chłopcami. Po chwili pokazali młodym jak się obsługiwać crossami. Zaczęło się. 
Na początku niepewnie przyciskali gaz, ale jak już się rozkręcili to nie chcieli schodzić z maszyn. 
Po dwóch godzinach jazdy młodzież ruszyła do obozowiska przygotować się na obiad. 
- Może chcesz się przejechać ? - zapytał Piotrek wyciągając w moją stronę kask.
- Nie. - odpowiedziałam zaciskając usta w cienką kreskę. 
- Wiedziałem, że się cykasz. 
O nie, nie dam mu tej satysfakcji. Wyszarpnęłam z jego ręki kask i założyłam na głowę. W końcu ojciec parę razy wziął mnie na takie pokazy, gdzie młodzież mogła sobie pojeździć na takich maszynach. Chyba nic od tego czasu się nie zmieniło.
- Pokaż mi jak się to obsługuje, a na pewno Cię wyprzedzę. 
Unosząc brwi ze zdziwienia pokazał mi o co chodzi. Tu gaz, tam hamulec... 
Przełknęłam ślinę i odpaliłam silnik. 
- Dobra, a teraz wskakuj na swojego. - spróbowałam przekrzyczeć ryk silnika - Będziemy się ścigać. Dwa okrążenia. 
- Nie musisz tego robić ! - usłyszałam głos Sandry. 
- Spoko - Maroko. Przemek będziesz sędzią. 
Ustawiliśmy się w równej linii. 
Na gwizdek ruszyliśmy z miejsc. 
Zaspałam na starcie, dlatego Piotr jechał dwa metry przede mną. Próbowałam go wyprzedzić, lecz nie dawałam rady. 
Po pierwszym okrążeniu nadal prowadził. Na ostatniej prostej udało mi się go wyprzedzić po wewnętrznej. 
Gdy przekroczyłam metę jako pierwsza szybko zsiadłam z crossa, ściągnęłam kask i podbiegłam do niego.
- Lepiej ze mną  nie zadzieraj. - mruknęłam. 
Odwróciłam się ostentacyjnie na pięcie i ruszyłam w stronę domu. 
Odchodząc słyszałam śmiechy i szydzenie Przemka, że udało mi się go wyprzedzić. 
A niech ma za swoje. 
Nauczy się, żeby mnie więcej razy nie podpuszczać. 

***

Gdy usiedliśmy do obiadu, który składał się ze schabowego, frytek i przepysznej surówki Piotrek łypał na mnie złowrogo. 
Sandra siedziała koło jakieś dziewczynki żywo rozmawiając z nią o jakieś książce. 
Nagle koło mnie zasiadł pan Pawlicki kładąc na stół plik kartek. 
-Chyba sam nie poradzę sobie z tymi fakturami. - westchnął - Chyba będziemy musieli zatrudnić jakąś księgową.
- To są dokumenty dotyczące kolonii ? - zapytałam. 
- Tak.
- Myślę, że mogę panu pomóc. Studiuje administracje, a nie księgowość, ale pomagam w papierkowej robocie u taty w firmie. I dobrze mi to idzie. 
- Zrobiłabyś to dla mnie ? 
Przytaknęłam, a pan Piotr klasną w dłonie i rzucił do młodszego syna:
- Dobrze, że znalazłeś sobie taką mądrą, a zarazem piękną dziewczynę, synu.
Mrugnął do mnie i odszedł zacierając ręce. 
Piotrek wyszczerzył się do mnie, ale nie zwróciłam na niego uwagi. 
Połknęłam ostatnią frytkę z talerza i poszłam do swojego tymczasowego pokoju.

* Perspektywa Przemka

Gdy było już po treningu podjechałem pod blok Sandry, by wziąć jej kilka rzeczy. Dziwnie mi będzie grzebać w jej ciuchach, ale... Raz się żyje. 
Wszedłem na górę, a tam jakiś mężczyzna, grubo po czterdziestce, wali pięścią w drzwi do mieszkania dziewczyny co jakiś czas dzwoniąc dzwonkiem. Zastanawiając się co on tu robi, podszedłem do niego.
- Dzień dobry. W czymś mogę panu pomóc ? 
Nie odwracając się i nie przerywając swojej czynności pokręcił głową. 
- To mieszkanie mojej przyjaciółki. Myślę, że zaprzestanie masakrowania tych drzwi ulży i pana ręce i drzwiom. 
W końcu spojrzał w moją stronę.
- Panie...
A potem zamarł.  Zmrużył oczy próbując bardziej mi się przypatrzeć. 
- Przemek Pawlicki ? 
Czyżby następny fan ? Westchnąłem ?
- Tak. 
- Skąd pan zna moją Sandrusię ?
- Pana Sandrusię ?
- Mówił pan, że zna właścicielkę mieszkania.  Jest nią przyjaciółka mojej córki, Sandra Wierzbicka. 
- No tak...
- Moja córka to Celina...
- Kamińska ! Tak, znam również Celę. Czyżby pan jej szukał ?
- Właśnie! Szukam jej i szukam. Przyjechałem nie dawno z Zielonej Góry, dom pusty. Chce się do niej dodzwonić, nie mogę, bo zostawiła telefon w domu, niezdara jedna. Więc jej szukam. Sandra też niedawno zmieniła numer...
- Niech pan się nie martwi. Wszystko z nimi dobrze są u mnie i... - wytłumaczyłem panu Robertowi, bo tak ma na imię ojciec "Zagubionej", wszystko od początku i po co tu jestem. Pomógł mi spakować rzeczy dla Sandry, a przy okazji pojechaliśmy też do niego do domu po rzeczy Celi. 
Nie dość, że spełniłem swoje zadanie w stu procentach, to pogadałem sobie spokojnie o żużlu i przy okazji poznałem przyszłego "teścia " Piotrka. Zaśmiałem się w duchu.  Dobrze, że Kamińska nie umie czytać w myślach, bo od razu by nie zasztyletowała. 

* Perspektywa Sandry 

Zmęczona po grach sportowych, które się dzisiaj odbywały, leżałam na łóżku i odpoczywałam. Z dołu dudniły dźwięki dyskoteki, w końcu było grubo po dziewiętnastej. 
Ktoś zapukał. 
Mruknęłam "proszę" chowając twarz w poduszce. 
- Nie śpimy ! - wykrzyknął stawiając torbę w nogach łóżka. 
Prychnęłam. 
Złapał mnie za ręce i podciągną do pozycji siedzącej. 
Nagle zabrzmiała piosenka, która była tegorocznym hitem każdej imprezy. 
- Musimy to zatańczyć. - zawyrokował. 
Ponownie złapał moje dłonie siłą zmuszając mnie do wstania. 
Po chwili patrzenia się na jego dzikie pląsy przyłączyłam się do niego. 
Zaczęliśmy śpiewać refren, gdy nagle zadzwonił mój telefon. 
Popatrzyłam na wyświetlacz.
Julia.
Szybko nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
- Coś się stało ?- zapytałam. 
- Czy od razu musiało coś się stać ? Czy już nie można po prostu sobie zadzwonić do przyjaciółki ? 
- Cześć Sanson ! - usłyszałam głos Dominiki. 
- Cześć Domson! Już tydzień się nie odzywałaś, dlatego pytam. 
- U nas wszystko w porządku. Wejdź na skajpaja to pogadamy.
- Nie ma mnie w domu.
- A gdzie jesteś ?
- U kolegi, pomagamy z Celą jego rodzicom w prowadzeniu półkolonii. 
- Uuuuu! Kolega, jasne. Już to widzę. Chociaż ładny ?
- Tak. I właśnie stoi koło mnie, więc się zamknijcie.
- Zapytaj go, czy by ci nie użyczył komputera. 
- Domi ma rację. Mój nick znasz. Czekamy na ciebie przed komputerem. Na razie !
Rzuciłam komórkę na łóżko i spytałam:
- Użyczyłbyś mi może laptopa ? Chciałabym pogadać z przyjaciółkami.
- Nie ma sprawy. Zaraz Ci przyniosę. 
Po niespełna minucie dostałam jego najnowszego laptopa firmy Apple.
Podziękowałam, a on wyszedł. 
Szybko się zalogowałam i zadzwoniłam do tych jędz.
Na ekranie zobaczyłam Dominikę objadającą się chrupkami oraz Julię machającą jakimś patykiem. 
- Heeeeeeeeelooooooooooł ! - wrzasnęła ta pierwsza. 
- Nie wrzeszcz tak. Słyszę Cię. 
- Tylko chciałam sprawdzić...
- Julia możesz przestać wymachiwać tym badylem ?
- To nie badyl ! To różdżka !
- Powiedz, że nie wyciągnęłaś tej różdżki, którą kiedyś wystrugał dla Ciebie Nikodem. 
Juls zaczerwieniła się i przestała machać swoją super różdżką rodem z Harre'go Potter'a.
- Dobra, nie było pytania. Jak tam idą przygotowania do ślubu ?
- Och, już nie mogę się doczekać. Suknia, ta sama, którą razem wybrałyśmy, leży na mnie jeszcze lepiej. Wiesz, chodziłam na siłownie i pracowałam nad ramionami. Wyglądają zabójczo. Tort jest czteropiętrowy. Króluje tam wanilia, czekolada i maliny. Jest przepyszny. Dominika, by Ci potwierdziła, gdyby ciągle nie żarła tych chrupek. 
- Ej ! 
- No co ? Taka prawda. Kontynuując. Wszyscy są już pozapraszani, tort i suknia załatwione. Muzycy są, sala jest. Tylko Ciebie nie ma. 
- Mówiłam Ci. Będę dziewiętnastego. 
- Wiesz, że będzie Sebastian ?
Westchnęłam. 
- No wiem. W końcu jest bratem Nikona. 
- Tylko chciałam Ci przypomnieć. 
- Nie musiałaś. O takich sprawach się nie zapomina. 
- Wiem, że go nie znosisz, bo złamał Ci serce...
- Nie złamał mi serca !
- Nie udawaj. Złamał Ci je, zostawiając Cię dla tej cizi. Teraz wiesz, że nie był Ciebie wart. 
- No niby tak. Ale byliśmy ze sobą ponad pół roku... On tak bardzo tego chciał, a mnie zostawił. Nie rozumiem tych facetów. 
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie okej, skoro jesteś w domu jakiegoś przystojniaka ! Kto to ?
- Właśnie! Kto to ? - zapytała Domi z pełną buzią. 
- Domi! Ile Ty  masz lat ? Nie powinnaś mówić z pełną buzią ! - wytknęłam jej.
- Dobra, dobra. Nie wymiguj się, tylko mów. 
- Ma na imię Przemek. Spotkaliśmy się jakieś trzy tygodnie temu na stadionie Unii Leszno. Wiecie, żużlowego. Potem spotkaliśmy się parę razy. Nawet byłam z nim na chrzcinach członka jego rodziny. Ogólnie, jest bardzo miły ...Teraz jego ojciec zaprosił mnie i Celinę na ranczo, na którym prowadzi półkolonie. 
- Uuu, tak krótko się znacie...
- ... a już jego ojciec zaprasza Cię do domu. - dokończyła za Julię Dominika. 
- Och, bez przesady. To nie tak. Chodzi, o to, że Przemek ma brata, Piotrka, którego nie lubi Cela. Denerwują siebie nawzajem, choć pewnie skrycie się lubią. Była też zaproszona na te chrzciny. Ich tata wziął ją wtedy za jego dziewczynę i kazał tu przyjechać. To było zabawne. 
Dziewczyny się roześmiały. 
- Jedziesz do nas pociągiem czy samochodem ?
- Pociągiem. Nie chce mi się jechać tak długo samochodem. 
- Dobrze, to...
Nagle laptop zaczął pikać, chcąc tym przekazać, że zaraz się rozładuję. 
- Sorka, dziewczynki, ale muszę kończyć. Bateria mi się rozładowuje.
- Okej, do zobaczenia, skarbie ! 
- Pa, buziaczki !
- Dobranoc wam ! Dominika, nie obżeraj się już tak ! 
- Spadaj ! 
- Sama się zbadaj !
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i zamknęłam laptopa. Chciałam go oddać, ale uświadomiłam sobie, że nie wiem, który pokój jest Przemka. 
No cóż, oddam go przy najbliższej okazji. 
Otworzyłam torbę, którą przyniósł. 
Na samym wierzchu leżała reklamówka z napisem "Celina".
Zaciekawiona szybko ją otworzyłam. Nie było w niej ani jednej mojej rzeczy, tylko same ubrania Celiny. To było dziwne. 
Dłużej się nad tym nie zastanawiając poszłam zanieść ją do jej pokoju. 
Był on pusty. 
Przecież miała odwalać papierkową robotę. 
Kolejne zaskoczenie. 

* Perspektywa Celiny

Szybciej niż się spodziewałam skończyłam z dokumentami dla pana Piotra. 
Teraz przechadzałam się wzdłuż stawku, próbując nie zwracać uwagi na dudniące dźwięki dyskotekowej muzyki. 
Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i przyciąga do siebie. 
Krzyknęłam cicho, a ten mężczyzna, rozpoznałam to po kształcie jego klatki piersiowej, się zaśmiał. 
Od razu go rozpoznałam. 
- Puść mnie Piotrek. 
- Spokojnie, przecież nic Ci nie zrobię.
- Jasne, nic. Tylko pożresz żywcem. 
- Nigdy nie zrobiłbym Ci niczego złego. 
- Obiecanki cacanki. 
- Słowo harcerza. 
- Pff, słowo harcerza. Na pewno nim nigdy nie byłeś. 
- Nie. Ale jak byłem mały to jeździłem na obozy harcerskie. To się liczy?
Pokręciłam głową. 
- Warto spróbować. 
- Puścisz mnie wreszcie?
- Ale tak fajnie się człowiek czuję, jak się do Ciebie przytula... 
Z impetem nadepnęłam mu na stopę. Zawył z bólu i odskoczył ode mnie. 
Odwróciłam się do niego.
Skakał na jednej nodze, wykrzywiając twarz w grymasie bólu. 
- Gdybyś mnie posłuchał nie musiałbyś cierpieć. 
- Ale ja chce tylko dla Ciebie dobrze. 
- Gdybyś chciał dla mnie dobrze, nie robiłbyś czegoś czego ja nie chce.
Stanął już na dwóch nogach i się do mnie przybliżył. 
- Naprawdę nie zrobiłbym Ci nigdy krzywdy. Nigdy. 
- Lepiej się zatrzymaj, bo inaczej znowu oberwiesz. 
- Nie rozumiem dlaczego jesteś taka oschła w stosunku do mnie. Czasami dobrze się bawimy, ale potem na mnie wrzeszczysz, bo coś Ci się nie podoba. 
- Chciałabym Ci przypomnieć, że to ty najpierw na mnie nakrzyczałeś, bo przypadkowo wylałam na ciebie sok. 
- Ale przeprosiłem. Ty już nie. 
- W takim razie przepraszam. - mruknęłam - Wystarczy ? Przestaniesz biadolić?
- Nie. - powiedział zatrzymując się jakiś krok od mojej twarzy - Dlatego, że nie było to szczere. 
- Biadolisz jak diabli...
- Boże, jak Ty mnie wkurzasz...
Zanim się zorientowałam jego wargi znalazły się na moich, a dłoń wszczepił już w moje włosy.
To co, że miał miękkie, pełne usta, których zazdrościliby wszyscy mężczyźni. To co, że tak bardzo tego chciałam... 
Ale... wkurzył mnie. Po prostu mnie wkurzył napadając tak na mnie ! Jak on śmiał!
Szybko odepchnęłam go od siebie z całej siły. Nie bronił się. Popychałam go jeszcze raz, aż wpadł do wody. 
- Jesteś głupkiem, Piotrek ! 
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu nie martwiąc się, czy się utopił czy nie. 
***********************************************************
No, no jak ten Piotrek i Cela się "lubią" ;)
Pozdrawiam koleżankę Marcelinę, która bardzo mi pomaga, jeśli chodzi o ten blog i nie tylko !
Za tydzień następny !


KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

piątek, 20 września 2013

8. Cela awansuje na poziom hard


Z uśmiechem na ustach otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się obraz, którego się nie spodziewałam. 
Przemek w uścisku z piękną brunetką. 
Mój uśmiech momentalnie zbladł.

* Perspektywa Sandry

Czułam, że z mojej twarzy odpływa krew. Niebieskooki i jego towarzyszka spojrzeli na mnie z radością wymalowaną na twarzy, lecz gdy Przemek zrozumiał, że to ja twarz mu się zmieniła. W oczach błysnęły iskierki szczęścia, lecz usta nie ułożyły się już w radosny wyraz. 
- To ja... Nie będę wam przeszkadzać... Cześć ! - machnęłam i wybiegłam na klatkę schodową. 
Szybko pokonałam schody i wybiegłam na zalaną słońcem ulicę. 
Gdy sięgałam po klamkę samochodu, ktoś złapał mnie za rękę przyciągając do swojej klatki piersiowej. 
- O co chodzi ? Czemu tak nagle wybiegłaś ? - zapytał.
- Nie chciałam wam przeszkadzać...
- Nie przeszkadzałaś... Dajana, czyli moja siostra...
- Ta, siostra... - mruknęłam.
Przypomniałam sobie to co widziałam parę minut temu. 
Może się nie całowali, ale oblepili się ramionami jak bluszczem. Zbyt intymnie na zwykłe rodzeństwo. 
- O co Ci chodzi ?! - wybuchnął - Czepiasz się mnie, gdy przytulał się z moją RODZONĄ siostrą, a sama zgrywasz świętoszkę, gdy  całujesz się ze swoim "przyjacielem" ?! - ostatnie zdanie podkreślił używając "króliczków".
- Nie całowałam się z Kosmą ! - krzyknęłam ściągając na siebie ciekawski wzrok ludzi przechodzących chodnikiem. - To on próbował jakiś sztuczek na mnie. Ale już wszystko sobie wyjaśniliśmy. A tak na marginesie to chciałabym Ci przypomnieć, że to Ty zacząłeś odgrywać jakieś głupie sceny zazdrości wrzucając mnie do wody! 
- Zrobiłem to bo... Bo nie mogłem patrzeć jak on się do Ciebie przystawia ! To było chore ! 
- Masz rację, to było chore, że się tak zachowałeś...
- Nie chodzi mi o moje zachowanie, lecz o tego Lalusia.
- To nie jest Laluś, to jest Kosma ! - tupnęłam klapkiem w betonową nawierzchnie. 
- Uderzyłaś mnie ! - wytknął.
- Za to, że przez Ciebie się topiłam, Ty głupcze!
- Nie lubię Cię !
- A ja Ciebie ! - po tych słowach odwróciłam się ostentacyjnie tyłem do niego. 
A niech sobie myśli co chce! Głupek. 
- Sandra, ja wcale tak nie myślałem... - zaczął.
- Ani ja. 
- Po prostu nas poniosło. 
- Masz rację. 
- Kłamałem mówiąc, że Cię nie lubię.
- Ja również. 
- Ale, żebym mógł Cię do końca rozgrzeszyć musisz coś dla mnie zrobić. 
- Słucham Twojej propozycji ?
- Musisz pójść ze mną na chrzciny. Będę ojcem chrzestnym małego Kacperka. 
- Dobrze, ale Ty wtedy będziesz musiał jechać ze mną na ślub mojej przyjaciółki. 
- Kiedy i gdzie ?
- Bydgoszcz, dwudziesty czwarty sierpnia. 
- Okej, akurat w niedziele będę miał mecz w Toruniu. Dwudziestego lipca jest chrzest.
- Możesz na mnie liczyć.
Wyciągną w moją stronę rękę. Uścisnęłam ją, a na naszych twarzach znowu pojawił się uśmiech. 
- Jak już wcześniej chciałem powiedzieć moja siostra Dajana przyjechała wczoraj z zawodów. Uprawia jazdę konną i jest w reprezentacji, więc nie często ją widzimy. Może masz ochotę ją poznać ?
- Bardzo chętnie, choć nie mam za dużo czasu. Cela robi zakupy w Biedronce, więc muszę ją odebrać. 
Skinął głową, poszliśmy na górę. 
Gdy byliśmy w połowie drogi nagle odwrócił się w moją stronę. 
- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam ? 
- Celina wiedziała, więc pewnie napisała do Twojego brata. 
- Dobry chłopak. - mruknął. 
Jego siostrę znaleźliśmy w kuchni pijącą czarną jak smoła kawę. 
- Cześć. Ty zapewne jesteś Sandra, co ? - zapytała wyciągając do mnie rękę. 
Widząc mój niezrozumiałe spojrzenie wyjaśniła:
- Piotrek mi opowiadał o Twojej przyjaciółce i o Tobie. 
- To wszystko wyjaśnia. 
Wtedy jak na zawołanie rozbrzmiała piosenka Madonny "Like w Virgin". Popatrzeliśmy na siebie, lecz gdy w końcu zlokalizowaliśmy skąd pochodzi ten dźwięk na moich policzkach wykwitł krwisty rumieniec. 
Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i odebrałam. 
- Co chciałeś ? - warknęłam.
- Dowiedzieć się jak Ci się podoba nowy dzwonek. - zaśmiał się Damian. 
- Czeresiński ! Zabiję Cię jak tylko wrócę. Nie musisz się chować, bo i tak Cię znajdę! - warknęłam. 
- Bez spiny, mała.
- Nie mów do mnie Mała ! - krzyknęłam. 
- Ale przecież taka jesteś. 
- Traktujesz mnie protekcjonalnie.
- Dziwisz ? Jesteś za niska. 
- Grrr...
- Dobra, wyłącz swój tryb dzikusa i słuchaj. Piter właśnie podwiózł Celinkę, więc się nie musisz fatygować. I nie śpiesz się, ale pamiętaj o zabezpieczeniu! 
- Nienawidzę Cię! - wysyczałam wciskając czerwoną słuchawkę. 
- Wszystko w porządku ? - zapytał Przemek ukrywając uśmiech. 
- Oczywiście, a teraz zrób mi kawę. - mrugnęłam do niego.
- Przecież miałaś jechać po Cele. - zdziwił się. 
- Twój brat mnie w tym wyręczył. 
Ponad godzinę spędziłam w towarzystwie rodzeństwa. Dowiedziałam się, że Dajana ma 21 lat i studiuje w Warszawie jednocześnie przygotowując się na różne Mistrzostwa. Mogłam się jej również bliżej przyjrzeć. Była piękną niebieskooką brunetką o malinowych ustach i wysoko uniesionych kościach policzkowych. Każda kobieta mogła jej tego zazdrościć. Pomyślałam sobie, że pasowałaby do Kosmy. Równie żywa i radosna osoba jak on. Już widziałam ich razem. Śliczna byłaby z nich para. 
Do obozu wróciłam o piętnastej. Już bez żadnych dziwnych zachować ze strony Kosmy przetrwaliśmy te dwa dni pijąc, grając i odpoczywając. 
Gdy się żegnaliśmy wszystkich zaskoczył namiętny pocałunek Damiana i Angeli, oczywiście oprócz ich samych. Chyba nikt się nie spodziewał, że ta para nabierze takiego rozpędu ! Przecież nie dawno się spotkali.

* Perspektywa Przemka

Krążyliśmy po galerii od godziny szukając nowych ubrań na chrzciny. Parę razy zostaliśmy zaczepieni przez fanów, ale i tak to nie było głównym powodem przez, który nie mogliśmy znaleźć odpowiednich ciuchów. Po prostu byliśmy bardzo wybredni. 
- To już ostatni sklep, który przychodzi mi do głowy. - stanął i skinął w stronę pomieszczenia pełnego rzeczy - Jeśli tutaj nic nie znajdziemy to już nie wiem. Pójdziemy w tym co mamy w szafie. 
Szybko przekroczyliśmy próg i rzuciliśmy się do działu męskiego. Od razu w oczy rzuciły mi się dwie sportowe marynarki. Jedna czarna, druga mocno granatowa. 
Piter stanął przy mnie i wyszarpnął mi jedną z ręki. 
- Ja w granatowym wyglądam lepiej. - zawyrokował i ruszył do przymierzalni. 
Zrobiłem to samo. 
Gdy już ją ubrałem popatrzyłem w lustro. Stwierdziłem, że leży na mnie jak druga skóra. Pouśmiechałem się chwilę do swojego odbicia, aż usłyszałem głos brata. 
- Wychodzimy !
Wyszedłem i popatrzyłem w jego stronę. 
Miał racje, ten kolor do niego pasował. 
- Chyba masz w szafie jakieś spodnie, które by do niej pasowały. - powiedziałem.
- Ty chyba też, więc koniec zakupów. 
Nagle usłyszeliśmy głos starszej kobiety:
- Ja tam nic przeciwko wam nie mam,  tylko dzieci nie adoptujcie. 
Powiedziała i wyszła. 
Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. 
Jakoś nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego ta pani wzięła nas za gejów.

* Perspektywa Celiny

Siedziałam między dwoma Pawlickimi ubrana w białą sukienkę. Obaj wyglądali seksownie w marynarkach uzbrojeni z jeszcze piękniejsze uśmiechy. Obok Przemka siedziała Sandra gawędząc sobie z mamą chrzczonego Kacperka. Nagle naprzeciwko nam usiadł ojciec chłopców. 
- O witaj! To ty jesteś tą dziewczyną, którą mój synek wniósł do kuchni? - zapytał jakby nigdy nic ukazując przesłodkie dołeczki w uśmiechu. Na jego słowa na moich policzkach wykwitły krwiste rumieńce. 
- Tak. Mam dobry gust, co nie ? 
- Jak na kogoś kto w ciągu ostatnich dwóch lat nie miał dziewczyny  to tak. - sarknęłam. 
- Skąd tyle o mnie wiesz? Wygooglowałaś mnie ? 
- Po co mam Cię googlować. Twoja siostra mi wszystko wyśpiewała. - skinęłam w stronę Dajany. 
- Wiedźma. - syknął posyłając siostrze lodowate spojrzenie. Ta tylko wzruszyła ramionami i przesłała mu buziaka. 
- W poniedziałek na naszym ranczu zacznie się półkolonia, która będzie trwała trzy dni. Może jako dziewczyna mojego syna chciałabyś wziąć w tym udział ? 
Dziewczyna jego syna ? że niby Piotrka ? Jak on mógł sobie tak pomyśleć! Przecież ja i Piotrek to same kłótnie. 
- Ale ja ... - chciałam wyjaśnić, ale pan Pawlicki mi przerwał.
- Tylko się nie wykręcaj, że nie masz czasu dziecko. Słyszałem od Piotrusia, że masz teraz wakacje przed studiami. Nie wymigasz się. Wszystko zaczyna się o trzynastej. Liczę na Ciebie! I na Ciebie również, Sandro. - pokazał na nią palcem i odszedł. 
- Uuuuu... Celinka awansowałaś na poziom hard. Z nieprzyjaciółki już do dziewczyny Pita. Szybko, szybko. - szydził Przemek. 
Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. 
- Sandra, przywal mu. 
Na moje słowa przyjaciółka dała mu kuksańca w bok. 
- Ej ! -jęknął Przemo. 
- No co ? - popatrzyła na niego niewinnie - Ja tylko wykonuję rozkazy.
Na te słowa wszyscy się roześmiali, oczywiście oprócz Pana Nadąsanego Przemka Pawlickiego. 
- Będziesz skazana na mnie jeszcze przez parę dni. - usłyszałam przy uchu szept Piotrka. 
- I wcale mi się to nie uśmiecha. - odszepnęłam. 
Ale czy aby na pewno ? Sama sobie musiałam odpowiedzieć na to pytanie. 

*********************************************************************************
Przepraszam za opóźnienie, ale teraz zaczęło się Euro 2013 w siatkówkę, a do tego doszła jeszcze moja popołudniowa drzemka i to wszystko dlatego !
Chyba domyślacie się co będzie w następnym rozdziale ? Szalone wydarzenia na półkolonii. !
Jeśli chcielibyście nawiązać ze mną kontakt to oto :

  • mój numer gg : 46355967
  • i tt : @AlaShadowhunter


KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

piątek, 13 września 2013

7. Cela zawsze prawdę Ci powie


- Ja... Ci wszystko wytłumaczę, tylko mnie puść. Proszę Cię, Przemek ja... - zaczęłam go błagać, gdy niósł mnie po pomoście.
Zatrzymał się na samym końcu i rzucił mnie w wodę uniemożliwiając mi tym próbę powiedzenia mu jak bardzo boję się pływać.
Wzięłam szybki haust powietrza w płuca, zanim moje ciało uderzyło w powierzchnie jeziora.  
Zaczęłam się topić...  
Myślałam, że zaraz moje serce się zatrzyma... 
Nicość.

* Perspektywa Przemka

Wrzuciłem ją do wody, bo... po prostu bardzo się zdenerwowałem, gdy ten cały Kosma zaczął się do niej łasić. Co spojrzałem w jej stronę to albo ją dotykał albo co innego. Miałem wrażenie jakby robił to specjalnie, bo ja akurat na nią spojrzałem, ale odpychałem od siebie tę myśl. To wyglądało tak jakby byli parą, bo Sandra jakoś nie uskarżała się na to co on wyrabia. 
Znam tą dziewczynę od paru tygodni, a już tak się zachowuje ? No makabra...
Odwróciłem się na pięcie i zauważyłem jak wszyscy wbiegają do wody. Zdziwiłem się lekko i odwróciłem głowę. 
Doznałem szoku widząc, że Sandra się topi!
 Co ja najlepszego zrobiłem?!
Nie myśląc za długo wskoczyłem do wody i przypominając sobie chwyt ratowniczy, których uczyłem się na półkoloniach. Przyholowałem ją, aż do brzegu patrząc na jej bladą twarz. Krztusiła się i parskała zapewne chcąc usunąć wodę, która napłynęła jej do płuc. 
Położyłem ją na piasku próbując nie zwracać uwagi na oskarżycielski ton, którego używali wszyscy zgromadzeni wokół nas. 
Zachowując resztki spokoju odgarnąłem mokre włosy z jej policzków. 
Była przytomna, lecz jej sine usta, kredowobiała twarz i mokre włosy przypominały topielca z horroru.
Jestem debilem jeśli dopuściłem się takiego czynu...

*  Perspektywa Sandry

Dobrze, że ten dureń szybko się zorientował, że idę na dno. 
Myślałam, że już po mnie...
Teraz leżałam na piasku wykaszlując całą wodę, która zgromadziła się w moim ciele. Było mi przeraźliwie zimno. Zaczęłam się trząść i zgrzytać zębami. Ktoś narzucił na mnie bluzę. Od razu lepiej. 
Podniosłam się do pozycji siedzącej i poszukałam wzrokiem Debila. 
Gdy już wbiłam w niego oczy, z których ciskały gromy wyczytałam z jego twarzy troskę, zakłopotanie i lekkie zdenerwowanie. 
Miałam ochotę mu przyłożyć. 
- Może pojedziemy do szpitala ? - zapytał Damian, który kucał po mojej lewej.
- Nie wszystko w porządku... To znaczy nie wszystko. - wstałam chwiejnym krokiem, z nadzieją, że Przemek zrobi to samo. 
Nie myliłam się. 
Czułam spojrzenie wszystkich skoncentrowane na mnie. 
- Sandro, ja... - zaczął Pawlicki.
- Co Ty sobie wyobrażałeś, Ty szczurze, wrzucając mnie do wody !? Jesteś debilem ! - krzyczałam.
Nie mogłam zapanować nad moim temperamentem, więc uderzyłam go w twarz. 
Nawet nie drgnął.  
Przyjął cios, bez żadnego skrzywienia się.
Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył do swojego auta. 
Patrzyłam za nim ledwo słysząc pożegnanie Piotrka, który pobiegł za bratem i w ostatniej chwili wsiadł do auta, zanim odjechali z piskiem opon. 
Zamiast czuć ulgę, dlatego że zniknął mi z oczu, zachciało mi się płakać i było mi wstyd. 
Wstyd za to, że go uderzyłam. 
Postąpiłam jak idiotka, lecz cały czas nie mogłam zrozumieć dlaczego mnie wrzucił do jeziora.
Cela objęła mnie ramieniem i zaprowadziła do namiotu. 
Wszystkim diametralnie zmienił się humor. 
Poszliśmy spać, lecz ja nie zmrużyłam oka. 
Gdy zaczęło świtać Morfeusz zabrał mnie do krainy snów.

***

Obudziłam się o godzinie jedenastej. W namiocie było duszno. 
Wystawiłam głowę z namiotu sprawdzając co robi reszta biwakowiczów. 
Cela i Kosma grali w szachy, a Damian smarował Angeli plecy zabawiając ją żartami. Śliczna byłaby z nich para. Jeszcze trochę, a na pewno będą razem. 
Ubrałam szorty i cienką bluzeczkę na ramiączkach i wyszłam na zalaną słońcem plażę. 
Wyciągnęłam jedzenie jakie zostało nam jeszcze z wczoraj  je skonsumowałam. 
Podeszłam do Celinki w celu porozmawiania z nią. Musiałam się komuś wyżalić, lecz nie mogłam zadzwonić do Julii ani Domi. Nie chciałam ich zadręczać swoimi problemami, gdy były w pracy.
Nie patrząc w stronę Kwiatka klepnęłam ją w ramię prosząc o chwilę rozmowy. 
Zgodziła się zostawiając swojego przeciwnika samego z partią szachów. 
- Ja chciałam porozmawiać...
- O tej felernej sprawie, która miała wczoraj miejsce. - dokończyła za mnie.
- Tak.
- Jeśli chcesz znać moje zdanie to uważam, że to jest po części jego jak i twoja wina. 
- Co masz na myśli ?
- Sprawa jest jasna. Facet ewidentnie na Ciebie leci. 
Chciałam zaprzeczyć, lecz powstrzymała mnie uniesieniem ręki.
- Taka jest prawda. Wiem co widzę. Wracając: Przemek jest Tobą zainteresowany, a widząc Kosmę, który , mówiąc oględnie, się do Ciebie łasił, to się zdenerwował. Niby nie miałaś chłopaka, a teraz nagle znajduję się chłopak, który zachowuje się tak, jakby nim był! No i się zdenerwował chłopak. Poniosło go. A, że nie wiedział o twoim lęku to nie jego wina. Na koniec na niego nakrzyczałaś i przywaliłaś, choć zapewne widziałaś, że był przerażony. Nie pomyślałaś nad tym co robiłaś, nie zapanowałaś nad swoim temperamentem. I wyszło jak wyszło.
- Wyszło, że to ja jestem ta zła i , że on jest bez winy - stwierdziłam.
- Oj, już tak wyszło. Do tego przyczynił się Kwiatuś. Powinnaś z nim porozmawiać. - wskazała głową na bruneta siedzącego nad figurkami szachowymi.
- Masz rację. Dzięki, Cela.
- Nie ma sprawy. W końcu: Cela zawsze prawdę Ci powie.Idź i skończ za mnie tą partie szachów. Jeśli nie pozmieniał pionków uda Ci się go zaszachować.- puściła mi oczko i odwróciła się na pięcie wyjmując z kieszeni niebieskich spodenek telefon. 
Wypuściłam ze świstem powietrze, gdy usiadłam po turecku przed nim. 
- Cela powiedziała, że mam za nią skończyć. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Skądże. Twój ruch. 
Zaczęliśmy grać.
- Szach-mat. - powiedziałam po piętnastu minutach przesuwając królową na właściwe pole. 
- Łeee, nie wiedziałem, że jesteś taka dobra. 
- A ja nie wiedziałam, co chciałeś wczoraj osiągnąć zachowując się dziwnie...
- Sandra, ja...
- Postawny sprawę jasno Kosma. Znamy się od trzynastego roku życia. I nigdy w życiu nie pomyślałabym, że moglibyśmy być czymś więcej niż przyjaciółmi. Jesteś dla mnie jak brat i nie wyobrażam sobie, żebyś pełnił inną funkcję w moim życiu. Naprawdę. - położyłam mu rękę na ramieniu. 
- Ja...  To wczoraj... To przez to, że nie mogę się cały czas pozbierać po rozstaniu z Zuzą. Wiem, że minęły już dwa miesiące, lecz nie mogę o niej zapomnieć. Cały czas mam  przed oczami jej obraz. Gdy się budzę, gdy się zamyśle... I widząc jak ten gościu na Ciebie patrzy pomyślałem, że mógłbym znaleźć szczęście z inną kobietą. To głupie... ale pomyślałam, że ty mogłabyś być tą kobietą. Po tym incydencie z jeziorem przemyślałem, że to był głupi pomysł. Szukanie szczęścia na oślep nie jest dobre. Chyba w tym przypadku pomyliłem zauroczenie z przyjaźnią. Przepraszam.
- Rozumiem i jest mi przykro, że nie zauważyłam, że nadal tęsknisz za nią. Może powinieneś się do niej odezwać.
- To nie ma sensu. Widziałem ją nie dawno z jednym z aktorów, który gra w teatrze Buffo. Pewnie wyciągnie od niego pieniądze i ucieknie. Tak to już z kobietami tego kalibru jest. 
- Będzie dobrze. Jak nie ta to następna. - zmniejszyłam odległość, która nas dzieliła i przytuliłam go. Dopiero teraz zauważyłam zmęczenie na jego twarzy. Pewnie nie spał po nocach zadręczając się tym, że kobieta, którą kochał oszukała go i zostawiła. 
Nagle nad głową usłyszałam głos Celiny:
- Wiem, gdzie mieszka Przemek. Bierz samochód i jedź do niego. Jest teraz w domu. O czternastej ma siłownie. 
- Skąd Ty to wiesz?
- Ma się swoje tajne źródła. - pomachała mi przed oczami komórką i podała nazwę ulicy. 
- I, że mam teraz jechać. Tak jak wyglądam? - wskazałam na swój nieogarnięty strój i włosy.
- Wyglądasz okej. - powiedziała, gdy otwierała przede mną drzwi samochodu. - Wsiadaj. 
- A kluczyki ?
Palnęła się w czoło i pobiegła po nie do namiotu. 
Gdy wróciła wcisnęła mi je w dłoń. 
- Jadę z Tobą. Zostawisz mnie przy Biedronce, zrobię zakupy. 
Skinęłam głową i odpaliłam silnik. 
Gdy byliśmy już w drodze do Leszna Celka zaczęła mamrotać coś o tym, że zbankrutuje przez niego, bo musi kupić sukienkę na chrzciny.
- Jakie chrzciny ? 
- Piotrek zaprosił mnie na chrzciny przyszłej chrześnicy Przemka. 
- I kto tu na kogo leci. -sarknęłam.
- Że niby Piotrek na mnie leci ?! Wypraszam sobie ! Tak się nie zachowuje chłopak zauroczony! On jest jak wrzut na tyłku. Ciągle dzwoni i dzwoni.
Wkurzający jest.
- No, no. 
- Och, przestań. Pójdziesz ze mną, jak wrócimy z namiotów, na zakupy ? 
- No pewnie. Sama muszę kupić sobie jakąś kieckę na ślub Julii.
Wysadziłam ją na rynku, a potem podjechałam pod blog, w którym mieściło się mieszkanie Pawlickiego. 
Nie dzwoniłam domofonem, by mi otworzył, gdyż drzwi były otwarte na oścież.
Zapukałam do drzwi oznaczonych numerem siódmym. 
Nie otworzył mi, lecz krzyknął, że można wejść. 
Z uśmiechem na ustach otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się obraz, którego się nie spodziewałam. 
Przemek w uścisku z piękną brunetką. 
Mój uśmiech momentalnie zbladł.

**********************************************************************

Witam i z góry przepraszam, że taki krótki, lecz spieszyłam się (miałam tylko 2 godziny czasu, zeby go napisać) ! 
Nie zawiera on wszystkiego, co chciałam zamieścić, ale obiecuję poprawę.
<link do str na fejsie>
<link do drugiego opowiadania>
Za tydzień następny !

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ


czwartek, 5 września 2013

6. Piotrkowy warunek i Przemkowa złość, czyli Pawlicka mieszanka


* Perspektywa Sandry 

We wtorek o dwunastej byliśmy już na plaży w Zaborowie. Namioty mieliśmy rozłożone, a teraz graliśmy w siatkę. Trzeba było godnie zacząć biwak. Niestety, jakoś mi to za dobrze nie wychodziło.  
Byłam w drużynie z Kosmą. Przeciwko nam grała Angela z Damianem, a sędzią była Celka. 
- Piłka meczowa dla Damiana i Angeli ! - skomentowała.
- Kosma - szepnęłam do niego - jest tylko dwadzieścia cztery do dwudziestu. Jeśli wyrównamy, może uda nam się wygrać ten set...
- Sandra, zluzuj majty. - powiedział jakby nigdy nic. 
Spojrzałam na niego z udawanym oburzeniem.
- A Ty zluzuj bokserki. 
- Dobra, zakończcie te bezsensowne narady, bo i tak przegracie! - usłyszeliśmy krzyk Czeresińskiego.
- No to patrz ! 
Niestety, mimo zażartej walki, przegraliśmy ten mecz. 
Poszłam na pomost patrząc jak wszyscy pluskają się w wodzie. Zamoczyłam nogi przywołując do siebie dawne, smutne wspomnienia. 
Odkąd pamiętam baję się kąpać w wielkich zbiornikach wodnych oprócz basenów,  gdyż wiem, gdzie się on kończą, a gdzie zaczynają. Taka moja mała fobia. Na dodatek kisiłam się w zwiewnej bluzce, dlatego, że nigdy nie pokazywałam nikomu mojego brzucha. Bardzo mi się nie podobał. Był okropny, bo szpeciła go brzydka blizna od poparzenia. Gdy miałam dziesięć lat tata kazał sobie zalać kawę. A ja jak gdyby nigdy nic złapałam uchwyt czajnika gołą ręką uprzednio go otwierając. Mosiężny uchwyt był tak gorący, że upuściłam czajnik, a wrzątek, który był w środku wylał mi się na brzuch. Był to ból nie do zniesienia. Przypominając to sobie skrzywiłam się lekko. 
Zamyślona nie zauważyłam jak podpłynął do mnie Kosma i bezczelnie oblał mnie wodą. 
- Dzięki. - sarknęłam - Właśnie tego mi było trzeba. 
- A może bardziej potrzeba Ci tego ? - zapytał z chytrym uśmieszkiem. 
Nagle złapał mnie za uda i pociągnął w dół. 
Pisnęłam odpychając jego dłonie. 
- Boli Cię coś ?! - warknęłam.
- Tylko serce, bo odrzucasz moją miłość, Miła. - powiedział z lekkim tchnieniem wywracając teatralnie oczami.
Szturchnęłam go lekko w ramie, gdy ktoś przyjechał na plażę wielkim, czarnym samochodem.
Kierowca otworzył drzwi, a potem wyłoniła się z ciemnego wnętrza jego wysportowana sylwetka w samych spodenkach. Właścicielem tego ślicznego ciała był Przemek, który rozejrzał się po tym miejscu z nadzieją, że kogoś spotka. Zatrzymał wzrok na mnie. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę w górę w geście przywitania. Koło niego stanął Piotr robiąc to samo.
- Znasz ich ? - spytał Kwiatek widząc, że im odmachuje. 
- Tak.. poznaliśmy się nie dawno na ich meczu. Są żużlowcami w Leszczyńskim klubie. - wyjaśniłam. 
- Ach tak..- wycedził przez zęby. Wsunął się na pomost  i objął mnie.
Spojrzałam na niego dziwnie i wzruszyłam ramionami. 
Mój wzrok znowu odnalazł sylwetkę mężczyzny, który szedł w naszą stronę. 
Stanął przed nami obrzucając Kosmę dziwnym spojrzeniem. Odwzajemnił mu tym samym.  
Szybko wstałam i przywitałam się z Pawlickim, bo bałam się, że zaraz się pobiją. Tak nienawistnie na siebie patrzyli.
- Cześć Przemek, co Ty tu robisz ? - zapytałam nader głupio.
- Piotrek męczył mnie żebyśmy tu przyjechali. Chyba wiem z jakiego powodu. - wskazał głową na Celinę i Pita którzy znowu się o coś kłócili.
- Oni chyba będą się kłócić do końca życia. - przypomniałam sobie o mężczyźnie stojącym obok mnie. - Pozwól, że Ci przedstawię mojego przyjaciela i najlepszego aktora w Teatrze Narodowym Kosmę Kwiatkowskiego. A to jest Przemek Pawlicki, żużlowiec oraz kapitan Unii Leszno. 
Skinęli sobie sztywno.
- Ja pójdę popływać, strasznie dzisiaj gorąco. - powiedział Kosma przelotnie głaszcząc mnie po ramieniu. 
I już go nie było. 
Uff...
Poprosiłam Przemka, by usiadł ze mną. 
- Nie idziesz pływać ? - zapytał zdziwiony, że w takie gorąco nie chce się ochłodzić. 
- Jakoś nie mam ochoty...
Widząc mój nikły uśmiech przeniósł rozmowę na inne tory rozśmieszając mnie przy tym, z czego byłam mu bardzo wdzięczna.

* Perspektywa Celiny

Ledwo co przyjechaliśmy tego już tutaj przywiało! 
Czy on mi da kiedyś odrobinę spokoju ?!
Niepotrzebnie się wygadałam we wczorajszej rozmowie, że jedziemy tutaj pod namioty. 
I masz babo placek.
- Czego ? - zapytałam, gdy już do mnie podpłynął. 
- Co Ty taka od razu nie miła dla mnie ? 
- Bo mnie wkurzasz.
- Czym ?
- Tym, że mnie śledzisz.
- Nie śledzę Cię ! 
- Akurat !
- Nie masz żadnych podstaw, aby tak twierdzić. 
- Nie mam ? Co chwilę do mnie dzwonisz...
- ... a Ty zawsze ze mną rozmawiasz. 
- ... przyjechałeś tutaj...
- ... bo mogę.
- ... byłeś wtedy w stadninie i się narzucałeś...
- ... chciałbym Ci przypomnieć, że tam mieszkam.
- ... i uprzykrzałeś mi się na parapetówce u Sandry. 
- Czuje, że masz jeszcze coś do powiedzenia. 
- Wkurzasz mnie !
- Dzięki, Ty mnie nie. 
- Pff, odczep się. 
- Pod jednym warunkiem. 
On śmie stawiać mi jakieś warunki ? Co za tupet!
- Jakim ? - spytałam podejrzliwie. 
- Pójdziesz ze mną na chrzciny.
- Czyje ? 
- Na pewno nie moje. Chrzciny ma przyszły chrześniak Przemka. Jest to dziecko naszej kuzynki. Ma na imię Kacperek... Pójdziesz?
- Okej. Ale potem się ode mnie odczepisz, jasne?
Kiwnął  niepewnie głową.
- Mam nadzieję, że dotrzymasz umowy. Kiedy one są ?
- Dziewiętnastego lipca, w piątek. 
Uścisnęliśmy sobie ręce w taki sposób jak to robią prezydenci w telewizji, gdy przypieczętowują jakieś umowy. 
A potem ten dureń ochlapał mnie wodą. 
- Wojna? - zapytałam groźnie mrużąc oczy. 
A ten zamiast mi odpowiedzieć znowu użył cieczy przeciwko mnie. 
Wzięłam to za znak, do tego, że należy gościa pogrążyć.
I tak też zrobiłam. 

* Perspektywa Sandry

Gdy wybiła godzina dwudziesta trzydzieści rozpaliliśmy grilla, wychwytując z powietrza przyjemną woń smażącego się mięska. 
Bracia Pawliccy zostali z nami, ku groźnej minie Celi. 
Nie mogę rozgryźć czemu oni się co chwila kłócą. 
Ale to jest Cela, tego nie rozgryziesz.
Jadłam już drugą porcje skrzydełek, śmiejąc się i bawiąc z innymi, gdy koło mnie zasiadł Kosma otaczając mnie ramieniem. 
Po raz kolejny tego dnia popatrzyłam na niego ze zdziwieniem w oczach. 
Przez cały czas "smerał" mnie lub przytulał. 
O co mu chodziło ? Wcześniej nie zachowywał się tak... apodyktycznie ? 
- Jak się bawisz ? - spytałam.
- Całkiem fajnie, bo jestem z wami. Mam szczęście, że dali mi wolne. Teraz w teatrze są ciągłe próby. Jak nie zwykłe to kostiumowe. Czasami człowieka może szlag trafić, gdy po raz kolejny powtarza się tą samą scenę, bo jakiś facet źle ustawił punktor*, lub coś w tym stylu...
Skinęłam głowa, udając, że go słucham. Tak naprawdę kątem oka przyglądałam się Przemkowi, który wyglądając na mocno zdenerwowanego patrzył na rękę Kwiatka na moim ramieniu. 
Nagle poczułam, że twarz mojego przyjaciela przybliża się do mojej twarzy. Jakby chciał mnie... pocałować ? 
Odwróciłam głowę tak, że jego wargi dotknęły mojego policzka. 
Popatrzyłam na niego ze  złością,o to że człowiek, którego uważałam za przyjaciela stosuje na mnie gierki, którymi oczarowuję setki kobiet. 
Nie zauważyłam, że Pawlicki podszedł do nas. Dopiero gdy szybkim ruchem wziął mnie na ręce, wywołując mój krzyk zdziwienia. 
- Co Ty robisz? - pisnęłam. 
- To jest mój przyjaciel Kosma bla bla bla.- szydził naśladując mój głos - Przyjaciel, do cholery ! Własnie widzę jaki przyjaciel ! - syknął mi do ucha. 
Nie wiedziałam o co mu chodziło. Kosma to mój przyjaciel, a to, że przed chwilą pokazał jakieś głupie rzeczy to już nie moja wina ! 
Popatrzyłam gdzie mnie niesie. 
W stronę jeziora.... W stronę jeziora ?! Co !? 
Jeśli mnie wrzuci do wody... Nie chciałam nawet o tym myśleć. 
Zaczęłam się rzucać i wyrywać, ale z każdym moim ruchem jego uścisk się zacieśniał. 
- Ja... Ci wszystko wytłumaczę, tylko mnie puść. Proszę Cię, Przemek ja... - zaczęłam go błagać, gdy niósł mnie po pomoście. 
Zatrzymał się na samym końcu i rzucił w wodę uniemożliwiając mi tym próbę powiedzenia mu jak bardzo boję się pływać. 
Wzięłam szybki haust powietrza w płuca, zanim moje ciało uderzyło w powierzchnie jeziora. 
Zaczęłam się topić... 
Myślałam, że zaraz moje serce się zatrzyma...
Nicość.
**********************************************************
*punktor - rodzaj oświetlenia.
Wyszedł mi trochę drastyczny rozdział. Byłby dłuższy, ale mam tyle do nauki, że nie mogłam sobie dzisiaj pozwolić na dłuższy. 
Dzisiaj obchodzi 22 urodziny Przemek Pawlicki, bohater tego opowiadania!
UWAGA: z powodu roku szkolnego nie mogę dodawać rozdziałów w czwartki, będę to robić w piątki. Plus dla was taki, że będziecie mogli spokojnie przeczytać mój rozdział w piątek, nie odrywając się od nauki. 
Za tydzień następny ! (piątek)
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Przemek po wygraniu Derbów Wielkopolski.